Następny dzień. Dochodziła godzina piąta rano, a Olivia nadal była nieprzytomna.
Chłopcy okrążyli jej łóżko.
- A jak ona umarła ? - Zayn zwrócił się do Harrego, swojego przyjaciela.
- Pogięło cię ? - wstał z krzesła. - Powinieneś czuć bicie jej serca.
- Wolę się nie wsłuchiwać, bo całą krew bym jej wyssał.
- Dobra idźcie już, ja sobie tu poradzę. - powiedział Harry po czym otworzył drzwi i wskazał przyjaciołom wyjście.
- Żartujesz ? Ja się wole teleportować. - To musi być piękne.
Teleportować się.
Gdziekolwiek chcesz. Kiedykolwiek chcesz.
Bez korków na ulicach. Bez tłumów na chodnikach.
Wampiry.
Tylko oni mają moce. Tylko kilku.
Wybrani.
Ale czy warto być krwiopijcą ?
Zimną istotą. Nieumarłym ? A może umarłym ?
Czy te wszystkie moce są warte tego, że ciągle giną ludzie ?
Coraz więcej ciał jest znajdowanych bez grama krwi.
Wampiry podcinają im gardła, żeby nie było widać ran kłutych od zębów.
Kieł.
- To się teleportujcie no. - Powiedział obojętny temu co chcą zrobić. - byle szybko.
Wpatrywał się w Olivię. Wczuwał się w jej bijące serce.
Czuł jak krew powoli płynie w jej żyłach. Grupa krwi AB.
Rzadka i niezwykle smaczna.
Harry miał okazje próbować jej tylko raz w życiu i żadna inna nie smakowała tak wyśmienicie.
Zastanawiał się czy nie wymazać pamięci tajemniczej piękności.
W ostateczności zrobił to, nie chciał, żeby pamiętała ich włamanie się do sklepu tylko po kilka marnych groszy i papierosy.
Kolejna cudowna wampirza moc.
Usiadł się na krzesło i czekał, aż Olivia się obudzi, wiedział, że wystraszy się go jak tylko się ocknie, ale nie wiedział gdzie mieszka i nie chciał jej odkładać do sklepu pełnego policji.
Zmierzył ją od góry do dołu.
Była taka piękna, miała niesamowite ciało w tym w długie zgrabne nogi, jędrne piersi i boski tyłeczek.
Zgarnął jej z twarzy kosmyk włosów, który uciekł z koka.
Po krótkiej chwili powoli otworzyła oczy. Wystraszyła się na widok Harrego.
- Co ja tu robię ? Kim ty jesteś ? - Na pewno nie jest wampirem napalającym się na twoją krew Olivio.
- Spokojnie nie bój się mnie - Jak można się nie bać obcego faceta, obcego miejsca i tego że nic się nie pamięta ? - Jestem Harold Edward Styles.
- Co ja tu robię ? I gdzie jestem ? - Coraz więcej pytań napływało do głowy Olivii jedno po drugim.
- A przedstawisz mi się najpierw ? - Zaprotestował i nadstawił uszy.
- Jestem Olivia. Olivia Brown. Ale co ja tutaj robię ?
- Miałaś mały wypadek rowerowy, zagarnąłem cię do siebie, żeby ci pomóc. - Klamstwo.
Bał się reakcji pięknej dziewczyny na to, że jeszcze kilka godzin temu włamał się do sklepu w którym pracuje i przestraszył ją niemal na śmierć razem ze swoimi kolegami.
Nieciekawie.
- Ale ja nie mam roweru. - Powiedziała lekko zdziwiona.
- Fakt ! Bo to ja cię potrąciłem. Wybacz mi, nie zauważyłam jak wychodziłaś z jakiegoś supermarketu.
Udało mu się wybrnąć dość dobrze z sytuacji. Dodał coś związanego z jej pracą, żeby myślała, że mówi prawdę.
- To ja może już pójdę. Dziękuje za opiekę i za potrącenie. - Uśmiechnęła się słodko.
Spodobał jej się, ale komu nie wpadłby w oko tak dobrze zbudowany, nieźle wyposażony chłopak o zielonych oczach i cudownych kręconych włosach.
Ideał.
Najwięcej wampirów na świecie to mężczyźni.
Do tego przystojni.
Szkoda, że niewiele z nich zakochiwało się w śmiertelniczkach. Nie chcieli byś z dziewczynami, które kusiłyby ich swoją świeżą i pachnącą krwią.
- Może w ramach rekompensaty za potrącenie dasz mi do siebie numer telefonu ? Wyskoczylibyśmy kiedyś na przykład do parku. - Spodobała mu się.
Harry nie był z tych którzy omijają kobiety śmiertelne dużym łukiem, on miał w przeszłości dużo żywych kochanek.
- Dobrze - Olivia podała chłopakowi swój numer telefonu, a następnie on zadzwonił po taksówkę, która odwiozła ją do domu.
Wchodząc do domu Olivia zerknęła na telefon. Dopiero teraz zorientowała się, że ma aż trzynaście połączeń nieodebranych i wszystkie od jej szefa.
Jak najszybciej oddzwoniła.
- Olivia gdzie ty do cholery jesteś? - odezwał się zdenerwowany właściciel sklepu.
- W domu, miałam wypadek. Coś się stało ? - nieświadoma tego, co się naprawdę wczoraj stało okłamuje szefa.
Okłamuje. To za ciężkie słowo, ona nie wie, że została jej wymazana pamięć od chwili wejścia na zaplecze.
Wniosek. To nie jej wina, że nie mówi prawdy.
- Policja była w nocy w sklepie. Drzwi wejściowe były otwarte, a z gablotki ktoś ukradł papierosy. Zamykałaś wczoraj drzwi jak wychodziłaś ?
- Chyba tak ale nie pamiętam.
- Jak to nie pamiętasz ? Jesteś, aż tak nie kompetentna ? Już od downa mi się nie podoba twoje zachowanie. Ale dam ci ostatnią szanse Brown. Nie zmarnuj jej.
- Ale szefie ja naprawdę nic nie pamiętam. Będę musiała zeznawać ? - przestraszyła się tego najbardziej. Skoro nic nie pamięta to jak cokolwiek zezna ? Będą ją podejrzewać, a może już podejrzewają.
- Policja powiedziała mi, że nie zaczną śledztwa, bo na gablotce nie ma śladów włamania, ani żadnych odcisków palców.
Dziwne.
- Dobra nie przejmuj się Olivio, jutro wróć do pracy i bardziej uważaj.
Szef miał do niej słabość. Była mądrą i piękną dziewczyną, miała dużo adoratorów, ale ona nie szukała miłości.
Całe dziesięć lat poświęciła na doskonałe szkoły. Jako że była bardzo zdolna opuszczała kilka klas.
Chciała zostać psychologiem.
Cudowny zawód. Ona niosąca pomoc i ukojenie wydarzeń bijących w głowach często zagubionych ludzi.
Niestety wszędzie gdzie się zgłaszała mówiono, że jednego pracownika na tym stanowisku mają i nie ma dla niej miejsca, tak samo było w biurowcu FBI gdzie również dała swoje zgłoszenie.
Siódma wieczorem. Cały dzień spędziła na czytaniu książek o psychologii i swojego ulubionego romansu. Bohaterka książki zakochała się w mężczyźnie zmiennokształtnym, który nocą był mięsożernym, zabójczym wilkołakiem siejącym spustoszenie i niosącym śmierć w okolicznym lesie, jednak ona go odmieniła i pomogła zejść na dobrą drogę.
Lubiła sobie czasami poczytać książki o właściwie niczym, bo przecież wilkołaki nie istnieją. Inaczej świat już dawno by o tym trąbił.
A jeżeli rzeczone wilkołaki kiedy przybiorą postać ludzką mogą wymazywać pamięć ludziom ? A może w myślach przekonywać ich o tym, że mylili się z tym co zobaczyli ? Nigdy nie wiadomo jak to naprawdę jest.
Świat kryje wiele tajemnic, których nawet najlepsi naukowcy jeszcze nie odkryli. A może jest tak, że odkryli, ale nie chcą nam o tym mówić i straszyć biednych rodzin, którzy co sobotę w jesieni wędrują na grzyby przez ciemne i mroczne lasy.
Nagle telefon Olivii wydał odgłos przychodzącej wiadomości.
Odebrała w spokoju popijając herbatkę i siedząc na balkonie swojego mieszkania.
Nieznany numer. Nie miała go w kontaktach.
" Przyjdź dzisiaj proszę do parku koło ósmej
zapraszam cię na mały obiecane spacerek.
Harold "
To chyba nie była randka prawda ? Olivia w życiu na żadnej nie była.
Jak się zachowa w towarzystwie nie byle jakiego przystojniaka ?
Liv od razu zapisała sobie numer chłopaka i ruszyła do pokoju na przygotowania. Ubrała różową sukienkę na naramkach w kwiatki i z rozkloszowanym dołem, zwykłe balerinki i rozpuściła włosy. Napisała wiadomość o treści " już idę " pod numer z którego dostała wiadomość od Harrego.
Umyła jeszcze tylko zęby i ruszyła do parku który znajdował się za prawym rogiem kamienicy, w której mieszkała.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz