❥
Kolejny dzień minął powoli. Olivia, jej nudna praca i samotne mieszkanie w niewielkim miasteczku. Była po niesamowicie ważnych i drogich studiach, a mimo to i tak skończyła na kasie w co prawda dużym supermarkecie, bo największym w okolicy, ale to i tak nie był dla niej powód do dumy. Rodzice dziewczyny są przekonani, że zrealizowała swoje marzenie i została szefową wielkiej korporacji, a tymczasem ona nie ma serca poinformować ich o swojej porażce.
Dzisiaj jak co dzień skończyła prace najpóźniej ze wszystkich. Miała powierzone od szefa klucze do wszystkiego i to ona miała dopilnować, aby wszystko było pozamykane. Dzisiaj również siedziała w sklepie. Było już koło dziesiątej wieczorem, dziwiło ją, że tak wielki sklep nie jest całodobowy, ale nie byłoby ochotników na zostawanie całą noc w sklepie. Olivia szczerze powiedziawszy też nie czuła się tutaj dobrze, miała jeszcze iść na zaplecze zamknąć drzwi do samochodów przywożących towar. Poszła więc, ale kiedy zaczęła przekładać kartony z mlekiem jedne na drugie, żeby zrobić sobie miejsce na dojście do tylnych drzwi, usłyszała, że otwarły się również drzwi, ale wejściowe do sklepu. Nie mógł to być szef Olivii, ani żaden z pracowników, ponieważ na pewno odezwaliby się gdyby czegoś zapomnieli. Była pełna obaw. Zapomniała je zamknąć zaraz po wyjściu Ashley jej najlepszej przyjaciółki, którą właśnie w tym sklepie poznała pracując na zmianę na kasie. Chciała wyjść i to sprawdzić, kiedy Liv dobiegły wyraźne głosy mężczyzn.
- Czemu te drzwi były otwarte ? - zapytał jeden z nich.
- Mnie się cholera pytasz ? Lepiej znajdź kluczyk od kasy. - zarządził mu kolejny.
- A nie mogę jej po prostu rozjebać ?
- Nie ma być syfu stary.
- Chłopaki, a może w gabinecie szefa ? - ilu ich tam jest ? Olivię dopadł paniczny lęk. To są złodzieje.
Szlag.
Miała tylko nadzieje, że jej nie znajdą.
- Dobrze Niall. - kolejny raz odezwał się męski zachrypnięty głos. - Idź tam szukać.
- Harry, nie dziwi cię, że drzwi były otwarte, a światło się świeci ? Tu ktoś jest.
- Masz racje. Przeszukajcie sklep. - jak najszybciej na te słowa schowała się za kartonami wcześniej przekładanego mleka. - Chyba coś czuje.
Czy on był psem policyjnym ? Złodziej z doskonałym węchem. Włamywacz na tropie.
- Styles, mam kluczyk od gablotki z papierosami. - tego głosu jeszcze nie słyszała.
Był taki lekki i wydawał się być milszy niż pozostałe.
- Ile razy mam ci powtarzać Liam, nie po nazwisku.
Zayn wszystkie papierosy do worka ! Zaraz się stąd zrywamy. - zrobił krok w stronę Zayna pakującego papierosy. - Nie zostawiajcie po sobie za dużo śladów.
- Harry, tu chyba ktoś jest.
- Sam to sprawdzę. - Liv usłyszała kroki jego ciężkich butów. Zadrżała kiedy drzwi od zaplecza zostały uchylone, usłyszała ich skrzypienie.
- Hazz ! - jeden z mężczyzn zawołał.
- Nie teraz Louis ! - warkną powoli zbliżając się do kartonów, w których właśnie chowała się Olivia. Potrząsnął jednym z nich, jęknęła ze strachu po czym szybko zamknęła sobie usta dłonią.
- Zayn ! Chodź tu ! Ktoś jest za tymi pudłami!
Jeden z kartonów zadrżał, a silna ręka uniosła Liv do góry za tył bluzki, a następnie wykręcił ręce do tyłu.
Nie mogła się wydostać z silnego uścisku.
- Dziewczyna. - Oczom ukazał się zielonooki chłopak z kręconymi brązowymi włosami i silną budową ciała. Uniósł delikatnie jej podbródek. - I to nie byle jaka.
Zadrżała.
- Proszę nie róbcie mi krzywdy. - Powiedziała Olivia, po czym ze strachu zemdlała kiedy chłopak w blond włosach wszedł do pomieszczenia, a zaraz za nim jeszcze dwóch.
Była młoda i nigdy nie doświadczyła niczego co by ją wystraszyło bardziej niż włamywacze.
Rodzice jej byli zamężni i wynajęli swojej córce opiekunkę do osiemnastu lat co ułatwiło jej życie.
Zawsze miała wszystko podane na tacy.
Teraz kiedy wyprowadziła się od rodziców i zaczerpnęła samodzielnego życia musiała różne rzeczy robić sama, a często nawet żałowała, że zrezygnowała z tak wygodnego życia.
- Przestraszyliście ją aż zemdlała debile. - powiedział Harry, a następnie zabrał śliczną brunetkę o dużych brązowych oczach na ręce. - Wyczuwam policję zmywajmy się stąd.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz